Dlaczego reklamy w Internecie wciąż oszukują Konsumenta?

W końcu nadszedł ten dzień! Piątek, godzina 17.00. Dla wielu osób to powód do świętowania. Długo wyczekiwany piątek. W dodatku, to właśnie dziś nastał ten dzień! Idę wybierać nowe drzwi do mieszkania, dodam do wnętrza mieszkania. Z jednej strony radość, wręcz euforia, a z drugiej? Złość i smutek, bo przecież jest piątek i chętnie odpoczęłabym po tak wyczerpującym tygodniu … Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że właśnie tego dnia będę musiała sobie odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego reklamy w Internecie wciąż oszukują Konsumenta?

Ale nie, skoro tak postanowiłam to właśnie, tak zrobię. Zanim poszłam do konkretnego sklepu, przejrzałam wiele stron internetowych z reklamami okien, drzwi, itp. Tak, tak, zrobiłam porządny research, zanim gdziekolwiek się wybrałam. Setki przejrzanych stron internetowych, wywiad środowiskowy, bo przecież „Krysia ma takie piękne drzwi w sypialni”. Idę, z jednej strony zła, a z drugiej szczęśliwa bo w końcu kupię upragnione drzwi. Zaznaczam, że w mieszaniu mam remont, który ciągnie się już dwa miesiące, a miał trwać góra trzy tygodnie. Non stop chcę coś przyspieszyć, ale nie mogę, ponieważ ruszając jedną rzecz, psuje się kolejna. I tak w kółko … A jestem przecież „tylko” kobietą i moje pokłady pozytywnej energii kiedyś się skończą. W zasadzie można powiedzieć, że już się skończyły … A więc wracając do sedna. Wybiła godzina 17.00, pakuję rzeczy i jadę do wybranego salonu okien i drzwi w Warszawie. Jak to bywa w Warszawie, przedzieram się przez korki. Po tym jak godzinę stałam w korkach, w końcu dotarłam do miejsca docelowego, chociaż Panowie praktycznie szykowali się już do wyjścia. Szczęśliwa, że kupię szybko, wyczekiwane drzwi. W końcu przejrzałam stronę internetową salonu, policzyłam wszystkie (tak mi się wydawało) koszty związane z zakupem wymarzonych drzwi. Tak, tak, byłam pewna, że przewidziałam wszystkie wydatki. Przecież Internet „nie kłamie”. Prawda? Zadowolona parkuję auto, idę. Tak …, to ten upragniony czas. Oczami wyobraźni widzę już piękne, zamontowane  drzwi w moim salonie. Wchodzę do salonu, proszę o pomoc. Nie mogę znaleźć modelu ze strony internetowej. Kolejny raz myślę sobie, przecież jestem „tylko kobietą”, pewnie się pogubiłam. W salonie podchodzi do mnie przystojny Pan, z wyuczonymi formułkami sprzedażowymi. Rozmowa przebiega bardzo miło. Pokazuje mi model, który mi się bardzo spodobał na stronie internetowej. Jestem podekscytowana. Pytam Pana, który mi doradza o cenę. Jestem przekonana, że jest ona taka sama jak na stronie internetowej. Przemiły Pan z wyuczonymi regułkami uświadamia mnie, że rzeczywista cena jest zupełnie inna. Trzykrotnie większa niż ta podana na jednej ze stron internetowych. I tutaj zaczyna się burza! Jestem wściekła. Podnoszę głos na mężczyznę, który tak chętnie udzielił mi pomocy. Zaczynam mu wyrzucać, że czuję się oszukana, ponieważ cena na stronie internetowej i ta rzeczywista jest zupełnie inna. Aż taka różnica cenowa? Co to ma być? Przecież to jest niedorzeczne, żeby Konsument był aż tak oszukiwany? Kolejne zabiegi marketingowe mające na celu przyciągnąć Klienta do sklepu. A później? „Rób Pan/Pani  co chcesz”. Okazało się, że cena, która wahała się w granicach 500 zł netto, to cena jedynie za tzw. skrzydła drzwi, a w dodatku VAT 23%, VAT 8% – kto to jest w stanie pojąć?  Do podanej ceny nie wliczono tzw. ościeżnicy, klamki, podcięcia, szybki, montażu, itp. W rzeczywistości jest to cena trzykrotnie większa niż ta pokazywana … No i co?

I mój budżet tego nie zakładał … Co mam zrobić? Odpowiedź jest jasna. Przecież muszę kupić drzwi, nie zostawię w mieszkaniu pustej dziury… Nie mam innego wyjścia. W sklepie nie mogę wytłumaczyć, że przeznaczyłam na zakupy mniejsza kwotę…3-krotnie mniejszą dodam. Nikt tego przecież nie zrozumie. Z resztą …. Kogo to tak naprawdę będzie interesowało? Finał tej całej sytuacji jest taki, że czuję się oszukana, zdezorientowana i wściekła po części na siebie. Po raz kolejny, przekonałam się o tym, że w wielu przypadkach w Internecie są przekazywane informacje, które są kłamstwem! W salonie, w którym robiłam zakupy na pewno na długo mnie zapamiętają i od dziś  będę nazywana UPIERDLIWYM KLIENTEM!

                                                                                                                    UPIERDLIWY KLIENT

 


 

 

 

 

 

Powiązane artykuły